Dlaczego dzieci jedzą chętniej w przedszkolu niż w domu?
-
Kuchnia i rytuały stołu
Przepisy, inspiracje
Są takie chwile, w których rodzic siada naprzeciw swojego dziecka i widzi, że ono… znowu nie chce jeść.
W przedszkolu zjadło całą zupę, drugie danie i podwieczorek. W domu bierze tylko kromkę chleba i nawet jej nie kończy. Rodzic się stara – naprawdę się stara. A jednak coś nie działa. I prędzej czy później pojawia się ta myśl: „Może to moja wina. Może coś robię źle.”
Ale to nie jest wina rodzica. To nawet nie jest „problem jedzenia”. To jest reakcja na emocje, bliskość i sposób, w jaki działa dziecięcy układ nerwowy.
W przedszkolu dziecko jest w rytmie. Wszystkie krzesła są takie same, stół taki sam, dźwięki i zapachy znane. Każdy dzień jest powtarzalny: pora śniadania, pora obiadu, pora podwieczorku.
Nic nie trzeba przewidywać. Nic nie trzeba odgadywać.
To daje układowi nerwowemu coś, czego często brakuje w domu – pełną przewidywalność.
I kiedy dziecko siada do stołu w przedszkolu, jego ciało już wie: „to jest ten moment, w którym jem”.
Nic więcej nie musi robić. Nie musi wracać do emocji z całego dnia. Nie musi przetwarzać bliskości. Nie musi regulować napięcia. Może po prostu jeść, razem z innymi, w rytmie grupy, w spokoju powtarzalności.
W domu jest inaczej. W domu nie ma rytmu, jest relacja. A relacja otwiera całą szufladę emocji, których dzieci nie pokazują nikomu poza rodzicami.
Nie dlatego, że chcą być trudne. Dlatego, że wreszcie mogą.
W domu wracają te uczucia, które były „zatrzymane” przez cały dzień. Wraca napięcie. Wraca zmęczenie. Wracają mikrofrustracje. Wraca pragnienia bliskości. Wracają też potrzeby, które dziecko potrafi skryć przed całym światem, ale nie przed rodzicem.
Żeby jeść, układ nerwowy musi być spokojny. A kiedy dziecko wraca do domu, ciało mówi: „najpierw muszę wypuścić to, co nosiłem, a dopiero potem mogę jeść.”
Dlatego jedzenie często spada na drugi plan.
Bo emocje są na pierwszym. Ale to nie jest porażka rodzica.
To jest dowód bezpieczeństwa.
Dziecko je w przedszkolu, bo tam działa bardziej „zewnętrznie”. Jest częścią grupy. Jest w rytmie. Jest w strukturze.
A w domu je mniej, bo tam działa „wewnętrznie”. Jest w bliskości. Jest w regulacji. Jest w prawdzie.
Przy rodzicu nie musi być idealne. Może być sobą, ze wszystkim, co niesie ten dzień.
Właśnie dlatego dziecko je inaczej w przedszkolu niż w domu. Nie lepiej. Nie gorzej. Inaczej.
Bo jedzenie jest bardzo emocjonalne. Bardzo sensoryczne. Bardzo zależne od stanu układu nerwowego.
I właśnie w domu – tam, gdzie czuje najwięcej – jedzenie czasem schodzi na dalszy plan.
Co może pomóc, gdy dziecko je w przedszkolu, ale nie je w domu?
- Daj chwilę na „przyjście do domu”. Nie od razu jedzenie. Najpierw bliskość, cisza, regulacja. Dzieci czasem potrzebują pięciu minut wtulenia bardziej niż kolacji.
- Pozwól dziecku samemu „dojść do siebie”. Może pobiegać, poleżeć, poprzytulać się, pobawić. Kiedy ciało puści napięcie, od razu lepiej je.
- Ogranicz gadanie przy stole. Nie analizuj, nie przekonuj. Cisza działa czasem lepiej niż tysiąc argumentów.
- Zaproponuj dwie małe rzeczy zamiast jednego dużego talerza. Duże porcje mogą wywołać stres. Małe – dają poczucie wyboru.
- Utwórz rytuał jedzenia, a nie system nagród. Dziecko nie potrzebuje presji. Potrzebuje rytmu i poczucia, że nic nie musi.
Dziecko, które je mniej przy rodzicu, to dziecko, które czuje przy nim najwięcej.
To nie jest defekt. To nie jest problem.
To jest więź.
A więź zawsze wygrywa z talerzem.