List do rodzica, który myśli, że jest niewystarczający
-
Rodzicielstwo i codzienność
Historie, refleksje, wsparcie
Kochany Rodzicu,
wiem, że są takie wieczory, kiedy siadasz na brzegu łóżka, a cisza staje się cięższa niż cały dzień.
Wiem, że w głowie zaczynają wtedy krążyć myśli, które bolą:
że mogłeś inaczej, że mogłeś spokojniej, że zabrakło cierpliwości, że emocje przejęły ster.
Wiem, że czasem – choć kochasz najmocniej, jak potrafisz – czujesz, że to wciąż za mało.
Chcę Ci powiedzieć coś, co może od dawna jest Ci potrzebne:
nie jesteś niewystarczający.
Jesteś po prostu człowiekiem, który kocha tak mocno, że aż boi się, czy robi to dobrze.
Wiem, że martwisz się o swoje dziecko.
O to, czy na pewno go nie krzywdzisz.
Czy Twoje potknięcia nie zostawią śladów.
Czy Twoje emocje nie psują mu świata.
Czy Twoje słabe momenty nie zrobią mu krzywdy.
I wiesz co? Chciałabym po prostu usiąść obok Ciebie i powiedzieć Ci coś ważnego:
Twoje dziecko nie potrzebuje rodzica, który jest zawsze spokojny.
Ono potrzebuje rodzica, który jest prawdziwy.
Dzieci uczą się życia nie przez obserwowanie doskonałości, tylko przez patrzenie na człowieka, który czuje, który próbuje, który czasem błądzi, a potem odnajduje kierunek.
Uczą się, że emocje są normalne.
Że trudności są częścią codzienności.
Że można mieć gorszy dzień i nadal być kochanym.
To, co dziś widzisz jako swoją słabość dla Twojego dziecka jest lekcją człowieczeństwa.
Wiem, że czasem naprawdę boisz się, że nie wystarczasz.
Że to, co dajesz, jest za małe.
Że Twoje trudniejsze momenty zostaną z dzieckiem na zawsze.
Ale gdybyś mógł zobaczyć swoje dziecko tak, jak widzą je inni, widziałbyś coś zupełnie innego:
jak biegnie do Ciebie bez wahania,
jak instynktownie szuka Twojego spojrzenia, kiedy czegoś się przestraszy,
jak uspokaja się, kiedy tylko dotkniesz jego pleców,
jak przy Tobie oddycha spokojniej, nawet jeśli dzień był ciężki dla Was obojga.
Dziecko nie ocenia Cię po potknięciach. Patrzy na to, czy jesteś obok, czy je zauważasz, czy słyszysz, co chce Ci powiedzieć, i czy wracasz do niego po trudnym momencie.
Ono naprawdę nie potrzebuje od Ciebie perfekcji.
Potrzebuje Ciebie — takiego, jaki jesteś.
Z Twoją miękkością, ale też z Twoją złością, jeśli czasem się pojawi.
Z Twoją czułością i Twoim zmęczeniem.
Z Twoim staraniem, nawet jeśli nie zawsze wychodzi tak, jak byś chciał.
To nie idealne reakcje budują w dziecku siłę.
Nie nieomylne decyzje.
Nie podręcznikowe scenariusze wychowania.
Dziecko rośnie dzięki temu, że ma obok siebie dorosłego, który kocha – nie dlatego, że wszystko poszło zgodnie z planem, tylko pomimo tego, że czasem nie idzie.
Dzieci naprawdę nie rozsypują się od naszych gorszych momentów.
Wręcz przeciwnie – uczą się na nich czegoś ważnego.
Widzą, że możesz mieć trudny dzień, a jednak potrafisz wrócić do nich spokojniejszym tonem.
Widzą, że nawet po burzowych emocjach świat nadal stoi i Wasza więź też stoi.
Widzą, że złość czy bezradność nie są końcem relacji, tylko częścią ludzkiego życia.
Dzięki temu uczą się, że emocje nie są zagrożeniem.
Że nie trzeba ich bać się ani ukrywać.
Że można je przeżyć, nazwać, a potem iść dalej.
Zaufanie między rodzicem a dzieckiem powstaje nie z bycia idealnym, ale z bycia obecnym -takim, jakim jesteś danego dnia, z całym swoim człowieczeństwem.
Kiedy więc wieczorem znowu siedzisz w ciszy i myślisz, że mogłeś bardziej, proszę…
spójrz na to inaczej:
nie mierz siebie momentami, w których pękłeś.
Mierz siebie tym, że kochasz.
Codziennie. Uparcie. Mimo trudności.
Twoje dziecko nie potrzebuje innego rodzica.
Potrzebuje właśnie Ciebie.
Takiego – ludzkiego, uczącego się, zaangażowanego, wrażliwego.
Ciebie, który kocha do granic zmęczenia.
Ciebie, który czasem ma dość, ale nadal jest.
Ciebie, który się martwi, i właśnie przez to – wystarcza.
Z czułością,
z bliskością,
dla Ciebie – Rodzicu, który daje więcej, niż sam widzi.